Flair 49 PRO
-
Linia Flair PRO została właśnie odświeżona. Nieco odmienne nazewnictwo pasuje teraz do pozostałych dźwigni Flair podkreślając podstawową różnicę - rozmiar cylindra zaparzającego. We Flair 49 PRO znajdziemy go w rozmiarze 49mm jak sama nazwa wskazuje. Choć budzi to wiele emocji, nie jest to wielka zmiana. Poprzednie modele serii PRO miały cylindry ø46mm, a zdecydowanie nie jest to próba zastąpienia Flair 58.

Pierwsze co się rzuca w oczy porównując z poprzednikiem, Flair PRO 3, to portafilter zamiast koszyka umieszczonego w cylindrze. Razem z nową dźwignią, nowy Flair sprawia wrażenie silnie inspirowanego modelem Flair 58. Uchwyt ma teraz kształt litery T i został wykonany z sekwoji. Flair 49 PRO ma jednak całą drewnianą rączkę, a nie tylko boki.

Ciekawostka, we Flair 49 PRO można zapiąć kolbę przy opuszczonej dźwigni w przeciwieństwie do Flair 58!
Tak, jak w poprzednich modelach serii PRO, tak i we Flair 49 PRO nie przewidziano elektrycznego dogrzewania cylindra. W przeciwieństwie do poprzednika, Flair PRO 3, producent zaleca już wygrzanie komory poprzez zalanie jej wrzątkiem, i to najlepiej dwa razy. Pojemność termiczna cylindra jest więc większa niż wcześniej, ale powinno to korzystnie wpłynąć na stabilność temperatury podczas zaparzania espresso.

Niestety mimo kilku ulepszeń, nowy Flair 49 PRO potrafi zawieść. Pierścień dozujący został wykonany w całości z plastiku i nie posiada magnesów, a ponadto zostawia rowek przy krawędzi koszyka, co może przekładać się później na pogorszoną ekstrakcję. Spasowanie tempera z koszykiem też pozostawia wiele do życzenia, mimo że uchwyt wygląda na wygodny. Problemy może sprawiać także wyjmowanie puck screena, albowiem w zestawie nie znajdziemy magnesika do jego wyciągania. Podobnie zresztą jak lusterka do obserwowania ekstrakcji, które było dołączone we Flair PRO 3, ale we Flair 49 PRO już nie. Na szczęście w podstawie nadal jest magnes.

Widząc te oszczędności, pozostaje się cieszyć, że producent nie zdecydował się na zabranie manometru!
W zestawie dostajemy tym razem dwa koszyki:
- zwykłe 14-20g,
- ciśnieniowe 10-15g.
Gdybyśmy chcieli dokupić inne, musimy jednak pamiętać, że muszą mieć płaski rant. Niestety zaokrąglone, jak np IMS, choć zmieszczą się w kolbie, spowodują że nie zapniemy kolby.

-
Linia Flair PRO została właśnie odświeżona. Nieco odmienne nazewnictwo pasuje teraz do pozostałych dźwigni Flair podkreślając podstawową różnicę - rozmiar cylindra zaparzającego. We Flair 49 PRO znajdziemy go w rozmiarze 49mm jak sama nazwa wskazuje. Choć budzi to wiele emocji, nie jest to wielka zmiana. Poprzednie modele serii PRO miały cylindry ø46mm, a zdecydowanie nie jest to próba zastąpienia Flair 58.

Pierwsze co się rzuca w oczy porównując z poprzednikiem, Flair PRO 3, to portafilter zamiast koszyka umieszczonego w cylindrze. Razem z nową dźwignią, nowy Flair sprawia wrażenie silnie inspirowanego modelem Flair 58. Uchwyt ma teraz kształt litery T i został wykonany z sekwoji. Flair 49 PRO ma jednak całą drewnianą rączkę, a nie tylko boki.

Ciekawostka, we Flair 49 PRO można zapiąć kolbę przy opuszczonej dźwigni w przeciwieństwie do Flair 58!
Tak, jak w poprzednich modelach serii PRO, tak i we Flair 49 PRO nie przewidziano elektrycznego dogrzewania cylindra. W przeciwieństwie do poprzednika, Flair PRO 3, producent zaleca już wygrzanie komory poprzez zalanie jej wrzątkiem, i to najlepiej dwa razy. Pojemność termiczna cylindra jest więc większa niż wcześniej, ale powinno to korzystnie wpłynąć na stabilność temperatury podczas zaparzania espresso.

Niestety mimo kilku ulepszeń, nowy Flair 49 PRO potrafi zawieść. Pierścień dozujący został wykonany w całości z plastiku i nie posiada magnesów, a ponadto zostawia rowek przy krawędzi koszyka, co może przekładać się później na pogorszoną ekstrakcję. Spasowanie tempera z koszykiem też pozostawia wiele do życzenia, mimo że uchwyt wygląda na wygodny. Problemy może sprawiać także wyjmowanie puck screena, albowiem w zestawie nie znajdziemy magnesika do jego wyciągania. Podobnie zresztą jak lusterka do obserwowania ekstrakcji, które było dołączone we Flair PRO 3, ale we Flair 49 PRO już nie. Na szczęście w podstawie nadal jest magnes.

Widząc te oszczędności, pozostaje się cieszyć, że producent nie zdecydował się na zabranie manometru!
W zestawie dostajemy tym razem dwa koszyki:
- zwykłe 14-20g,
- ciśnieniowe 10-15g.
Gdybyśmy chcieli dokupić inne, musimy jednak pamiętać, że muszą mieć płaski rant. Niestety zaokrąglone, jak np IMS, choć zmieszczą się w kolbie, spowodują że nie zapniemy kolby.

@ciastek napisał w Flair 49 PRO:
Ciekawostka, we Flair 49 PRO można zapiąć kolbę przy opuszczonej dźwigni w przeciwieństwie do Flair 58!
W Flair 58 też można zapinać dźwignie w dowolnej pozycji, ustawienie cylindra nie ma na to wpływu.
W każdym razie, fajna sprawa bo za połowę ceny 58 dostajemy porównywalny sprzęt, trochę mniej komercyjnych standardach i bez dogrzewacza grupy (akurat dla mnie kluczowa funkcjonalność), jednak przy tak radykalnym cięciu kosztów jak o 50% myślę, że do wybaczenia.
-
@ciastek napisał w Flair 49 PRO:
Ciekawostka, we Flair 49 PRO można zapiąć kolbę przy opuszczonej dźwigni w przeciwieństwie do Flair 58!
W Flair 58 też można zapinać dźwignie w dowolnej pozycji, ustawienie cylindra nie ma na to wpływu.
W każdym razie, fajna sprawa bo za połowę ceny 58 dostajemy porównywalny sprzęt, trochę mniej komercyjnych standardach i bez dogrzewacza grupy (akurat dla mnie kluczowa funkcjonalność), jednak przy tak radykalnym cięciu kosztów jak o 50% myślę, że do wybaczenia.
@pawel890 napisał w Flair 49 PRO:
W Flair 58 też można zapinać dźwignie w dowolnej pozycji
słyszałem co innego


